« powrót

Hepusie - "Wiara i Światło" (Wspólnota osób niepełnosprawnych)

Dziękujemy wam ludzie dobrego serca!

Tradycyjnie po wakacjach piszę parę słów w imieniu wspólnoty niepełnosprawnych. Ze wspólnotą Hepusiów w tym roku zawędrowaliśmy w góry Opawskie. Byliśmy na turnusie rehabilitacyjnym w Jarnołtówku koło Głuchołazów, w sanatorium „Ziemowit”. Uzbierało się nas dwadzieścia osób.Tegoroczne wakacje można uznać za spokojne, bez żadnych niemiłych niespodzianek. Wszyscy z grupy z upodobaniem i sumiennością chodzili na przepisane zabiegi. W tym roku dodatkową atrakcją, przynajmniej dla niektórych, był basen, który jest w wyżej wymienionym ośrodku. Udało się nam małymi grupkami (tyle ile zmieszczę do samochodu, a więc cztery osoby; na marginesie dodam, że fajnie byłoby mieć auto dziewięcioosobowe na taki wyjazd- miałbym wtedy Hepusiów na „dwa razy”) pojeździć nad Jezioro Głębinowskie (Nyskie). Tam tramwajek wodny niczym w Wenecji, albo rowerki wodne, a moi lubią jednak czymś popływać. Ponieważ byliśmy około trzy kilometry od granicy z Czechami no to parę razy pofrunęliśmy szumnie powiedzieć- za granicę, przynajmniej na zakupy. Największą popularnością w tym roku z czeskich towarów cieszyła się lecznicza „Maść końska” (oczywiście nie z konia) i miód. Trochę się przy grupie kształcę w lecznictwie hihihi. Część grupy załapała się na wycieczkę do jaskini po stronie czeskiej. Wszyscy zaś mogliśmy być w fabryce cukierków „krówek” w Głuchołazach. Kiedy nawet dziś jadłem „krówkę”, to nie potrafię zapomnieć widoku pań, które pakowały ręcznie cukierki przy jednym stole. Dla mnie wyglądały „jak niewolnice”. Narzekamy czasem na nasze życie. Ja się zastanawiałem, jak one żyją, kiedy tak szybko muszą rękami machać przez osiem, czy dwanaście godzin, oczywiście za marną wypłatę, a potem wykonać normalne prace kobiety przy prowadzeniu domu. W tym roku jeszcze poznaliśmy się z innej strony. Sprawdzaliśmy naszą ułańską krew. Prawie każdy zrobił rundkę w siodle, a ja wykonałem „szarże kawaleryjską”, to znaczy rundka galopem. Cieszyłem się, że mnie po raz kolejny w moim życiu koń nie wysadził z siodła hihihi (ale nauczyłem się oglądając Westerny). Ale to wszystko nic w porównaniu z fantazją na którą zdobyliśmy się. Chodzi o sprzęt rehabilitacyjny. Zjawili się panowie z fotelami do masażu. Ja rozmawiając z naszą wspólnotową panią doktor i jeszcze jedną, dowiedziałem się że dla wielu naszych podopiecznych, którzy mają problemy z ruchem to jest super sprawa, taki fotel. Zacząłem rozważać sprawę i oczywiście w oparciu o rozmowy z naszymi dobroczyńcami doszedłem do wniosku, że jest szansa, aby taki fotel moi niepełnosprawni mieli. Chciałbym abyście widzieli radość niektórych z nich, jak się dowiedzieli, że będziemy mieć taki fotel w parafii. Będą z niego korzystali niepełnosprawni Hepusie i podopieczni naszej świetlicy dla niepełnosprawnych przy parafii – „Przystanek Betlejem”. Śmiałem się, że jak dobrze ułożymy sprawy to i naszych parafian z innych wspólnot wymasujemy, bo przecież dużo jest tych, którzy mają problemy z kręgosłupem i którzy by czegoś takiego potrzebowali. W części jest on już zapłacony, a trochę pieniędzy muszę jeszcze zdobyć. Jak to będzie? Nie wiem, ale mogłem do tej pory liczyć na pomoc dobrych ludzi w naszej parafii, więc i tym razem myślę, że się znajdą tacy, którzy się do mnie zgłoszą i nam pomogą. Ja obiecuję, że wtedy Hepusie osobiście was na tym fotelu wymasują. Wszystkim którzy nas wspomogli raz jeszcze dziękuje za wasze dary serca w imieniu mojej wspólnoty osób niepełnosprawnych.
 
 
Ks. Czesław

 

Wizyty: 3133547
Wizyty dzisiaj: 728
Osób on-line: 110
Strona działa od 1 X 2009 r.