Świadectwa

Jakim człowiekiem był Ksiądz Prałat?
z takim pytaniem zwróciliśmy się do Księdza Proboszcza Józefa Łuszczka
 
Bardzo trudno jest wyczerpująco od­powiedzieć na to pytanie. Z Księdzem Prałatem zetknąłem się bliżej dopiero w Mistrzejowicach. Bardzo często przyjeżdżał do Mistrzejowic, aby wspierać Księdza Józefa Kurzeję, pierwszego duszpasterza tej części Nowej Huty, mądrą radą i chronić swoim autorytetem przed różnego rodzaju naciskami ówczesnych władz, chcących za wszelką cenę zmusić księ­dza Kurzeję do zrezygnowania z pracy duszpasterskiej w Mistrzejowicach. Mądra rada i bliska obecność Księdza Prałata pomogły księdzu Kurzeji prze­trwać najtrudniejsze chwile, gdy waży­ły się losy duszpasterstwa przy "Zielo­nej Budce". Wadze posunęły się na­wet do szantażu, że cofną dane wcze­śniej zezwolenia na budowy innych kościołów, jeśli ksiądz Kurzeja nie odstąpi od pracy duszpasterskiej w Mistrzejowicach. Ksiądz Prałat jest au­torem samego pomysłu na punkt ka­techetyczny z kaplicą, a także planu kościoła na pięcioboku z przylegającą do kościoła plebanią. Ksiądz Prałat często odwiedzał Mistrzejowice, ciesząc się, że budowa punktu katechetycznego szybko postępuje. Po ukończeniu budowy Ksiądz Prałat przeniósł Najświętszy Sakrament, w uroczystej procesji ze świecami, z „Zielonej Budki" do kapli­cy przy punkcie katechetycznym. Mia­ło to miejsce wieczorem, w sobotę, przed pierwszą Niedzielą Adwentu 1 XII 1973 roku.
Już wówczas stwierdziłem, jak ogro­mnie Ksiądz Prałat troszczył się o spra­wy diecezji i naszej parafii. Św. Augustyn w jednej z homilii mówił: ".... taki jest każdy człowiek,
jaka jest jego miłość”
O Księdzu Prałacie można powiedzieć właśnie tak: cechowała go ogromna miłość do Boga, umiłowanie Ojczyzny, Kościo­ła, Parafii, otwarcie na różne formy duszpasterstwa, jednak przy założe­niu, że tradycyjne (katecheza, ambo­na, konfesjonał) należy jak najlepiej wypełnić, następnie ogromna dyscy­plina wewnętrzna, duch umartwie­nia. Ksiądz Prałat był człowiekiem sza­lenie uporządkowanym, o bogatym życiu wewnętrznym. Był człowiekiem ogromnej wiedzy prawniczej i teolo­gicznej. Interesował się literaturą (szczególnie bliski był mu Sienkie­wicz), poezją, sztuką, także astronomią. Dobrze znał łacinę klasyczną. Częsta, niemal codzienna lektura Bi­blii i szukanie w Niej odpowiedzi na istotne dla człowieka pytania o sens życia. Wiązał swoje życie z Ewangelią. Cechował Księdza Prałata staranny dobór lektury. Sięgał po to co uboga­ca, uczy i rozwija. Jako jeden z niewielu dokładnie przestudiował wszystkie encykliki Ojca św. i inne dokumenty papieskie.
Darzył ogromnym szacunkiem Ojca św. Gdy jednego roku Ojciec św. tele­fonicznie składał życzenia imienino­we Księdzu Prałatowi, słuchał słów Papieża klęcząc.
Dokładnie przestudiował nowy „Kate­chizm Kościoła Katolickiego". Kiedyś była taka zabawna sytuacja w zakrystii. Lektorzy i ministranci coś pomylili. Na drugi dzień Ksiądz Prałat przy­niósł Katechizm i przeczytał im odpo­wiedni akapit z Katechizmu, którego uważnie wysłuchali lektorzy wraz ze swoim Moderatorem. Ksiądz Prałat uczył nas wszystkich czci dla Eucharystii. Sam do Niej długo się przygotowywał, sprawował Ją z wiel­kim wewnętrznym zaangażowaniem i odprawiał długie dziękczynienie. Tę postawę Księdza Prałata bardzo pięk­nie zauważyli ministranci i lektorzy żegnając Księdza Prałata w dniu pogrzebu.
Starzenie się i postępujące ogranicza­ nie swobody poruszania się traktował jako naturalny proces zbliżania się ku śmierci. Poczucie humoru nigdy go nie opuszczało. Potrafił żartować rów­nież z własnej niesprawności. Gdy znajomi lekarze mówili mu, że operacja jest jedynym sposobem uratowania życia i spodziewają się raczej wyniku pozytywnego, przymałym ryzyku negatywnym, wieczorem Ksiądz Prałat referując te rozmowę, mówił z uśmiechem: „Mam nadzieję, że wynik opera­cji będzie dla mnie pozytywny, to zna­czy, że odejdę do Pana, ale może się też zdarzyć, że wynik będzie negatywny, to znaczy, że będę skazany na dalsze
życie". Tak może mówić tylko czło­wiek, który jest przygotowany na spo­tkanie z Bogiem.         
Jeszcze w Dniu Zadusznym – 2 listopada 1995 – wczesnym rankiem oprawił trzy Msze św. Trwało to bardzo długo, prawie dwie godziny. Po ich zakończeniu był bardzo pogodny, niemal rado­sny. „Na mnie już czas, jedźmy" - po­wiedział, jakby wiedząc, że było to ostatnie spotkanie z TAJEMNICĄ, że wnet zasłona opadnie i wejdzie do wieczności w ramiona kochającego Ojca.
Ks. Proboszcz Józef Łuszczek
 
 
Podziękowania skierowane do Zmarłego w obrzędzie ostatniego pożegnania

Ukochany Księże Prałacie
Kiedy Twoje stopy stanęły na tym skrawku ziemi, aby budować tę wspaniałą świątynię, a nade wszystko two­rzyć tę Bożą Rodzinę, nas, dzieci tej parafii, na świecie jeszcze nie było. A jednak o nas myślałeś wznosząc ten kościół. To dzięki Tobie mamy gdzie z Bogiem się spotykać. W imieniu wszystkich dzieci dziękuję Ci za ten drogo­cenny, zbawczy dar. Jako ministrant, w imieniu wszystkich małych sług Ołtarza, pragnę Ciebie dziś zapytać, Księże Prałacie, kto teraz będzie do nas mówił przed Mszą Św.: podaj modlitwę, przybliżcie się, złóżcie ręce, mówcie gło­śno i wyraźnie, chodźmy zgodnie.
Za tę piękną lekcję uczestnictwa we Mszy św. i służby jesteśmy Ci bardzo wdzięczni. Niech Bóg Twoją wzorową służbę wynagrodzi wiecznym szczęściem.
Ministrant
 
Drogi Księże Prałacie
Cóż możemy powiedzieć my, lektorzy, z których wielu jeszcze nie było na świecie, kiedy Ty podejmowałeś pracę w naszej parafii. Znamy tylko krótki fragment Twojego jakże owocnego życia kapłańskiego, a przecież byłeś dla nas wzorem. Wzorem, jak można uczestniczyć pięknie w Eucharystii. Twoje sprawowanie Mszy Św. nigdy nie było pospieszne. Każdy gest i każde słowo były dla nas świadec­twem Twojej, jakże wielkiej wiary i miłości do Boga. Dzi­siaj, żegnając się z Tobą zastanawiamy się, jak to będzie, kiedy już nie będziemy mogli Ci służyć ramieniem przy wchodzeniu do Ołtarza, kiedy już nigdy nie usłyszymy Twoich słów, by czytać wyraźnie i zrozumiale, by czynić Liturgię piękniejszą. Już nigdy nie usłyszymy Twych słów; Idź w pokoju. Żegnając Ciebie pragniemy, Cię zapewnić o naszej modlitwie i chcemy też zapewnić, że na długo pozostaniesz w naszych sercach.
Lektor
 
Czcigodny i Ukochany Księże Prałacie
W imieniu mistrzejowickich rodzin dziękuje­my dziś za Twoją obecność wśród nas. Byłeś jak dobry ojciec pomocą ks. Józefowi Kurzeji przy początkach tworzenia i budowy naszej parafii i tej świątyń ii. A kiedy On złożył swoje młode życie za to dzieło, przejąłeś i prowadziłeś je dalej, wiedząc, jak ważny jest. dom dla każdego człowieka, a Dom Boży w szczególności. Jakże gorąco za ten trud dziś dziękujemy. Twoją dobroć i serce najpełniej odczuliśmy w posłudze kapłańskiej. Twoja stała obecność przy Ołtarzu i w konfesjonale była dla nas świadectwem wiary i oddania Bogu i całej naszej parafii. W każdą środę, w czasie Nowenny do Matki Bożej Pomocy Nieustającej wychylałeś się z konfesjona­łu, aby razem z nami patrzeć w jej Oblicze i zanosić modły o wsłuchanie naszych próśb. A kiedy w czwartek na Mszy św. o godzinie 1 cS-tej dotarła do nas wiadomość, że Bóg powołał Cię do Siebie, w naszych sercach poja­wiły się łzy. Łzy żalu, że oto utraciliśmy kogoś bardzo kochanego, ukochanego kapłana, Ojca naszej mistrzejowiekiej wspólnoty. Łzy te były również łzami wdzięcz­ności, szczególnie, kiedy całowaliśmy stułę w Twoim konfesjonale, dziękując za te wszystkie powroty do Boga, które dokonały się przez Twoje ręce i Twoje serce. Chciałeś, byśmy żyli w wolnej i dostatniej Ojczyźnie, zanosząc na każdej Mszy św. modlitwę w jej intencji.
 
Czcigodny i Ukochany Księże Prałacie
Ufamy, że Twoja misja w naszej parafii nie zakończyła się, ale zaczęła przed Obliczem Pana. Wsta­wiaj się nadal za nami, aby nasze rodziny i cała Polska wytrwał)'w wierze. Prosimy Boga za Ciebie, bo tylko On wie, ilu z nas zawdzięcza Ci, Księże Mikołaju, swoją wiarę i to, że dziś jest w Kościele, dzięki Twojej modlitwie, Twojej posłudze kapłańskiej, Twojemu cierpieniu, które z taką pokorą i cierpliwością znosiłeś.
Głęboko wzruszeni wołamy do Boga: Dobry Jezu, a Nasz Panie, daj Mu wieczne spoczywanie.
Ojciec rodziny
 
 
Nie cały odszedłem
W niedzielę, 12 listopada 1995 r. pożegnaliśmy śp. ks. Prałata Miko­łaja Kuczkowskiego.
Odszedł Człowiek sercem i du­chem związany z Mistrzejowicami, mieszkańcami tej dzielnicy, mias­tem. Człowiek, który w naj­trudniejszych czasach Polski powojennej sprawował funkcję Kanclerza Kurii Metropolitarnej w Krako­wie, służył swoimi rada­mi, swoją postawą i oso­bą m.in. Karolowi Kardy­nałowi Wojtyle — póź­niejszemu Papieżowi.
Przez ponad 10 lat by­łem ministrantem, lekto­rem, potem animatorem w Oazie w Mistrzejowicach. Miałem możliwość częstego spotykania się z ks. Proboszczem Miko­łajem — czasem rozma­wialiśmy. Był Człowie­kiem innym od pozosta­łych księży, którzy praco­wali u nas w Parafii. Ale jednocześnie emanowała z niego jakaś dziwna ener­gia, siła, coś co trudno opisać słowami. Był suro­wy dla siebie, konsek­wentny w swojej pracy, podobnie wymagał od in­nych. Uczył szacunku i poszanowania siebie i innych. Wiele razy doś­wiadczyłem tych lekcji, ale była to nauka bardzo cenna na przyszłość. Ni­gdy nie dał poznać po sobie ciężaru obowiązków, które nosił na swoich barkach. Nie mu­siał mówić nic, jego poświęcenie i pracę było widać.
Jako bardzo młody człowiek nie zawsze potrafiłem zrozumieć ks. Proboszcza. Nie pamiętam też przypadku, by w tamtym okresie próbował narzucić swoją wolę. Był Osobą wyznającą, iż jest czas na pracę i odpoczynek.
Przychodzą mi na myśl tamte dni, kiedy jako animatorzy oazy zaproponowaliśmy w „Starej Kap­licy" organizację balu Andrzejko­wego, czy później Sylwestra. Nie wiedzieliśmy, jakie stanowisko zaj­mie ks. Proboszcz. Po pierwszej zabawie było już wiadomo, że bę­dzie pozwolenie na następne. Tak było przez wiele lat.
Obdarzony był charyz­mą, którą zaraził wielu z nas.
Kościół to nie tylko mo­dlitwa, ale też umiejętność poznania i odnalezienia siebie.
Dzisiaj przywoływanie atmosfery z tamtych lat ma inny wydźwięk, ale było to coś co łączyło nas — mło­dych. Takich przykładów można by przytoczyć jesz­cze wiele.
Odszedł Człowiek, ale zostawił dla nas owoc swojego życia — Kościół Mistrzejowicki, z którego jesteś­my dumni, odszedł Kapłan, ale pozostawił obraz prawdziwego Katolika, Człowieka.
Odszedł od nas, choć dalej pamięć o Nim pozostaje na długo wśród nas.
Odszedłeś, ale echo Twojego głosu jesz­cze brzmi w murach tej Świątyni.
Marek Hareńczyk Kronika Mistrzejowcka 3(3) Rok I listopad 1995
 
 
Wspomnienie śmierci i pogrzebu Ks. Prałata Mikołaja Kuczkowskiego
 
Dnia 9 XI 1995 r.
 
Dzisiaj zmarł Ks. Prałat Mikołaj Kuczkowski, były kanclerz kurii przy Ks. Kardynale Karolu Wojtyle, drugi proboszcz mistrzejowickiej parafii, gorliwy kapłan, szlachetny i bardzo mądry człowiek. Miał 85 lat. Umarł po operacji. Był sprawny umysłowo do ostatniej chwili życia. Miał słabe serce, złe krążenie. Po operacji obudził się, mówił i nawet zażartował. Ks. Józef Łuszczek i siostra Helena mieli szczęście widzieć Go w momencie przewożenia na salę pooperacyjną. Ja dowiedziałam się już tylko o śmierci. W przyszłym tygodniu miałam iść do Niego, żeby omówić sprawę, na załatwieniu której bardzo Mu zależało.
Mam od Niego krzyż, który mi dał w tym momencie, kiedy rozpoczynałam pracę w nowym miejscu. Krzyż jest na honorowym miejscu w moim domu.
 
Pogrzeb – niedziela dn.12.XI.1995r. (zakończenie Misji św. w naszej parafii)
 
Ks. Prałat został pochowany, zgodnie ze swoim życzeniem, w trumnie z desek szalunkowych, które zostały po budowie naszego kościoła. Pochowaliśmy Go w niedzielę, na zakończenie Misji świętych. W sobotę o godz.14.00 odbył się import do kościoła. Leżał do tej pory w kaplicy św. Maksymiliana. Bardzo był zmieniony. Na rękach miał owinięty różaniec. Wiele ludzi gromadziło się wokół trumny i czuwało w modlitewnym skupieniu. Rano w sobotę o godz. 9.00, w związku z Jego śmiercią, jako członka Kapituły, dzwonił Dzwon Zygmunta. Miał prawo być pochowany na Wawelu. On sam wybrał na miejsce swojego spoczynku po śmierci nasz kościół. I dobrze, bo bliżej nam do Niego.
 
Na pogrzebie był ks. prałat Stanisław Dziwisz, który specjalnie na tę smutną uroczystość przyleciał z Rzymu, aby pożegnać Go również w imieniu Papieża Jana Pawła II (na pogrzebie odczytał list Ojca Świętego). Było wielu biskupów krakowskich, m.in. Bp Szkodoń, Bp Pieronek, około 60 księży, dużo zakonnic i bardzo, bardzo wiele wiernych.
 
Na ostatnie pożegnanie kupiłam Ks. Prałatowi wiązankę z 5 kalii. Było mi miło, gdy ktoś podaną przeze mnie wiązankę położył na samym brzegu posadzki, bezpośrednio nad wejściem do krypty, jeszcze zanim wniesiono trumnę. Symbolicznie powitałam Go w ten sposób w krypcie - sama byłam daleko, bo nie przecisnęłam się przez tłum. Towarzyszyłam ceremonii wnoszenia trumny do krypty tylko wzrokiem.
 
Dzisiaj wiem, że On się za nas dużo modlił – przecież przez tyle lat byliśmy Jemu powierzonymi  owieczkami, które, tak jak mógł najlepiej, prowadził do nieba.
 
Święty człowiek. Z własnego wyboru i z potrzeby serca wziął, po śmierci ks. kan. Józefa Kurzeji, na swoje barki cały, ogromny trud budowy naszego kościoła i było Mu dane dokończyć to trudne dzieło. Serce miał wypełnione Bogiem. Cierpiał cichutko. Przecież musiał bardzo cierpieć - wielu z nas widziało, że źle wygląda, martwiliśmy się. Rozmawiał czasem dziwnie, jakby z wysiłkiem - teraz domyślam się, że w tym momencie mógł mieć atak bólu. Sam cierpiący, koncentrował się zawsze na swoim rozmówcy, aby jemu pomóc rozwiązać jakiś problem, albo ulżyć w cierpieniu.
 
Pan Bóg dał Mu, że doczekał się pięknie odmalowanego kościoła, Misji Świętych i Jego pogrzeb odbył się w tym właśnie momencie, kiedy to skutecznie, ze względu na Misje, zaprosił na ten dzień wszystkich księży, pracujących od początku istnienia naszej parafii oraz ogromną rzeszę parafian, którzy przyjęli w Jego intencji Komunię Świętą.
 
Był przez 25 lat związany z naszą parafią, bo od tylu lat ta parafia wtedy istniała. Od samego początku pomagał przecież ks. kan. Józefowi Kurzeji, którego bardzo umiłował. Sarkofag ks. prałata Mikołaja Kuczkowskiego znajduje się tuż obok sarkofagu Sługi Bożego ks. kan. Józefa Kurzeji. Myślę, że Miłość do Chrystusa, która kiedyś połączyła drogi życia tych dwóch Kapłanów na Ziemi, łączy ich teraz w sposób doskonały w Niebie.
 
Barbara Frydel
 

Wizyty: 2472515
Wizyty dzisiaj: 1123
Osób on-line: 123
Strona działa od 1 X 2009 r.