Kard. K. Wojtyła - JP II o Ks. Józefie Kurzeji

 

2 IV 1972 – godz. 6.00 - Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego,
Nowa Huta – Mistrzejowice – kazanie ks. kardynała Karola Wojtyły.
 
„I ja tu także jestem po to, ażebym razem z Wami, drodzy Bracia i Siostry, razem z waszym niestrudzonym duszpasterzem, zaświadczył o tym, że my tu wszyscy razem, w Mistrzejowicach, wierzymy w Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, i pragniemy przy nim stanowić gminę chrześcijańską, czyli pa­rafię. (...)
 
14 V 1972 17.00 Opactwo oo. Cystersów w Nowej Hucie--Mogile — 750-lecie.
 
„Na miejscu starej powstała nowa huta, na miejscu małej po­wstaje wielka, olbrzymia Nowa Hula. I lud, który ją wypełnia, jest ludem polskim i ludem Bożym. I ta głęboka potrzeba łą­czenia spraw Bożych i ludzkich, łączenie modlitwy z pracą i pracy z modlitwą jest tutaj potrzebą pierwszej rangi. (...) Bi­skup krakowski, ażeby być wierny dziedzictwu Iwona Odro­wąża, który niegdyś tu, do starej huty, sprowadzał Cystersów, staje obok ludu Bożego, staje obok tego odważnego kapłana, który, tak jak niegdyś w Bieńczycach, tak teraz w Mistrzejowicach, pod gołym niebem służy ludowi Bożemu: bo tak mu każe jego kapłańskie sumienie; a biskupowi jego biskupie su­mienie każe stanąć obok tego kapłana. Chociaż się to może nie podobać, chociaż powiedziano: „niech kardynał tam nie przy­jeżdża". Przyjeżdża i będzie przyjeżdżał, bo taka jest wola Bo­ga, a Boga trzeba bardziej słuchać niż ludzi. I taka jest wola ludu Bożego — a ludu Bożego trzeba słuchać!”
 
8 października 1972 godz. 11.00. Kazanie ks. kardynała Karola Wojtyły z okazji pierwszej rocznicy beatyfikacji Maksymiliana Marii Kolbego.
 
 „...w roku bieżącym wła­dze administracyjne Krakowa uznały potrzebę budowy ko­ścioła w Mistrzejowicach. Przyjmujemy to z głębokim za­dowoleniem. Równocześnie pragniemy podkreślić, że Kuria Metropolitalna w Krakowie od dawna już występuje o utworzenie parafii w Mistrzejowicach (...) o to będziemy nadal zabiegać, uważając, że starania nasze są słuszne i sprawiedliwe."
 
24 grudnia 1972 godz. 23.00 Nowa Huta – Mistrzejowice kard. Karol Wojtyła przed pasterką:
 
„Myślą i sercem jestem tutaj wciąż. Mistrzejowice stały się teraz tak ważną i tak doniosłą sprawą dla Kościoła krakowskiego, jak ongiś były Bieńczyce. I tam dawniej odprawiałem zawsze pasterkę, ale teraz już tam się kościół buduje. Natomiast tutaj Pan Jezus (...) rodzi się pod gołym niebem (...) Życzę Wam wszystkim wytrwania (...) ażeby kościół w Mistrzejowicach, któ­ry został już uzgodniony, mógł zacząć się budować (...) Udaję się do Waszych braci i sióstr na Wzgórzach Krzesławickich i przekażę im także życzenie od Was.”
 
22 kwietnia 1973 godz. 6.00 – Wielkanoc - Mistrzejowice - Kazanie ks. kardynała Karola Wojtyły na Mszy św. rezurekcyjnej.
 
„Kiedy tutaj biskup Kościoła krakowskiego staje wśród was — nie w Katedrze, choć i tam podąża na uroczystość Zmartwych­wstania — to dlatego, że na tym miejscu przykład, jaki nam daje Chrystus swoim Zmartwychwstaniem, działa szczególnie wymownie. Słyszałem od kapłana, który prowadził tutaj reko­lekcje wielkopostne w Wielkim Tygodniu, jak w nich uczestni­czyliście. Słyszałem, jak w deszczu, nie zważając na niepogodę, kapłani spowiadali, a wierni przystępowali do sakramentu po­kuty, czekając w kolejkach. Bo „On nam na przykład dan jest, iż mamy zmartwych powstać".
 
4 listopada 1973 Kazanie ks. kardynała Karola Wojtyły w Raciborowicach z okazji 500 –lecia kościoła.
 
„Przecież na terenie parafii raciborowickiej znajdowała się miejscowość Bieńczyce. Ja jeszcze dobrze pamiętam tę miejsco­wość Bieńczyce jako jedną z miejscowości należących do tutej­szej parafii, gdzie proboszcz lub jego współpracownik dojeżdżał w niedzielę ze mszą św. do tamtejszej małej kaplicy (...) przy której pracowały siostry zakonne. I otóż ta mała kapliczka w Bieńczycach stała się początkiem wielkiego kościoła dla no­wej parafii (...) jest to parafia Nowa Huta — Bieńczyce. (...) Ale nie koniec na tym (...) Po kilku latach ta parafia okazała się niewystarczająca (...) Trzeba więc było pomyśleć o nowym miejscu, o nowym początku parafii i to znowu stało się na te­renie dawnej parafii raciborowickiej, w miejscowości dobrze wam znanej, która nosi nazwę Mistrzejowice (...) Popatrzcie się, co wynikło z konsekracji waszego kościoła przed 500 laty! (...) on został przez Opatrzność Bożą postawiony tutaj i konsekro­wany tutaj przed pięcioma wiekami, ażeby z niego wyłoniły się nowe kościoły i nowa parafia wówczas, gdy przyjdzie po temu czas.”
 
1 grudnia 1973 – sobota Uroczyste przeniesienie Krzyża Misyjnego i Tabernakulum z Najświętszym Sakramentem z „zielonej budki” do nowej kaplicy w procesji, której przewodniczył kanclerz Kurii Metropolitarnej ks. M. Kuczkowski i poświęcenie kaplicy oraz sal katechetycznych przez ks. Kard. Karola Wojtyłę. Film Jerzego Ridana.
 
„… i tak wyrosła społeczność: pokazała światu, że jest, swoją wiernością, swoją wytrwałością …, tym wytrwaniem dawaliście świadectwo swojej wiary i obecności Kościoła. W tej nowej części Nowej Huty, której na imię Mistrzejowice. To świadectwo stało się wymowne, stało się przekonywujące; stało się ono szczególnie wymowne i przekonujące…, w te noc wigilijna Bożego Narodzenia, gdy po raz pierwszy przybyłem do was jako wasz biskup, ażeby stanąć przy waszym proboszczu i przy was, żeby zaświadczyć wspólnie z wami, że sprawa którą wyrażacie, jest naszą sprawą, sprawą całego Kościoła krakowskiego, sprawą całego Kościoła Bożego w Polce: bo biskup Kościoła krakowskiego i kardynała jest wyrazicielem spraw Kościoła Bożego archidiecezji krakowskiej i w całej Polsce…Dziękuję wszystkim parafianom, którzy w tak krótkim czasie, gdy osiedle jest jeszcze w rozbudowie, już zdobyli tę pełną świadomość parafialną; co zwykle w nowych osiedlach nie idzie tak łatwo.”
 
24 grudnia 1973 godz. 24.00 Mistrzejowice – pasterka – Kardynała Karol Wojtyła wygłosił kazanie.
 
Przed pasterką odwiedził Wzgórza Krzesławickie gdzie powiedział:
„Przybywam tutaj wspólnie z ks. biskupem Julianem Groblickim, który będzie sprawował pasterkę u was w tym roku; ja celebrowałem w roku ubiegłym. Ja zaś udaję się do Mistrzejowic – tak musimy się zmieniać z roku na rok. Jednakże z potrzeby serca przybywam tutaj, ażeby powiedzieć wam słowa najgorętszych życzeń… jesteśmy przekonani, że stanie się zadość sprawiedliwości. I że nie będziemy musieli na deszczu i chłodzie, pod gołym niebem, z roku na rok, przezywać tej pasterki, a także wszystkich innych niedziel i świąt całego roku, ale znajdzie się wreszcie ten upragniony dach nad głową; żebyście mogli po ludzku obcować ze swoim Bogiem, a także i z sobą wzajemnie.”
 
14 kwietnia 1974 godz. 6.00 Mistrzejowice, rezurekcja – kazanie ks. kardynała Karola Wojtyły:
 
„O samotności Chrystusa w Ogrojcu, przed sądzącymi Go, na krzyżu] Dzisiaj rano — samotność Zmartwychwstania. Jest w tym wielkość jedyna i niepowtarzalna. Wielkość nadrzędna; tę drogę Syn Boży, Jezus Chrystus, mógł przejść tylko sam. Żaden człowiek nie mógł z Nim tej drogi przejść. Tę drogę musiał przejść sam, ażeby nam ją pokazać, ażeby na tej drodze pozostać po wszystkie czasy naszym przewodnikiem i wodzem. Bo chociaż tutaj na ziemi mamy różnych przywódców, panów, królów, władze doczesne, to na tej drodze, która prowadzi po­przez śmierć człowieka, nie mamy żadnego wodza. Tam wszyscy odstępują od człowieka — zostaje tylko Chrystus. I On jest je­dynym wodzem poprzez najtrudniejsze przejście każdego czło­wieka, to jest przejście z życia do śmierci i z śmierci do życia, do wieczności. (...) (Pan Jezus po swoim przejściu od śmierci do Zmartwychwstania odnalazł wszystkich, których nauczał, i ka­zał im być swoimi świadkami; tak samo nam.) I staraliśmy się być z Nim i w prastarej Katedrze wawelskiej, i w tylu para­fiach, i w tylu kościołach, i w tej tu również Waszej, tworzącej się parafii wokół kościoła, który ma powstać, którego rozpo­częcia budowy z całego serca dzisiaj Wam życzę: i bardzo pro­szę, ażeby ta sprawa mogła już ruszyć z miejsca. Bo przecież na tych wszystkich miejscach, w tych wszystkich wspólnotach, i w tej tutejszej parafii, chcemy być świadkami Jezusa Chry­stusa. (...) {chcemy] dawać Mu świadectwo w naszych czasach. W tych nowych warunkach, w tych nowych okolicznościach ży­cia, wśród tego tworzącego się nowoczesnego miasta, przy tym olbrzymim kombinacie, a równocześnie tutaj, w obrębie prasta­rego, królewskiego Krakowa, niedaleko Wawelu, chcemy dawać świadectwo Jezusowi Chrystusowi. (...)
Cieszę się, że znowu dzisiaj rano mogę z Wami śpiewać Alleluja Zmartwychwstania Chrystusowego: tutaj w tych boha­terskich Mistrzejowicach, które tak stanowczo i tak cierpliwie wypracowują swoją wspólnotę parafialną i swoją budowę ko­ścioła.”
 
14 sierpnia 1974 Pierwsze nabożeństwo do bł. Maksymiliana M. Kolbego, dzień odpustu. Ośrodek duszpasterski odwiedził Ks. Kardynał Karol Wojtyła i Ks. Bp Andrzej Deskur. Kazanie ks. kardynała Karola Wojtyły:
 
„Dzisiaj, kiedy to wszystko wspominamy, to ten całokształt, te dzieje jednej wspólnoty, stają się w naszych oczach jakimś szczególnym tytułem chwały bł. Maksymiliana, naszego rodaka, świętego naszych czasów. Jakimś szczególnym promieniem, który rzuca on na swoją ukochaną ziemię ojczystą, jakimś szczególnym ogniwem, przez które łączy się on w tajemnicy świętych obcowania z Kościołem pielgrzymującym, z Kościołem walczącym, z Kościołem zdobywającym prawo swojego istnienia na tej ziemi, w tym mieście Krakowie, w Nowej Hucie, w Mistrzejowicach.
Jest to całość, jest to całokształt ogromnie żywy i przekony­wający. Jeżeliby ktoś chciał się uczyć tajemnicy Kościoła, rze­czywistości Kościoła, to wystarczy ten całokształt obejrzeć, prze­niknąć do głębi, i wszystko w nim znajdziemy. Znajdziemy w nim Chrystusa i Jego Eucharystię, i zdecydowane na wszystko wy-, znanie wiary, to, co się nazywało w języku starochrześcijańskim martyrium, i świętych obcowanie, i Błogosławionego, i lud Boży, i kapłaństwo. Wszystko to razem, oaza żywego Kościoła, to wszystko w ciągu tych kilku lat historii mistrzejowickiej; po­łączonej tak ściśle z postacią błogosławionego naszego rodaka, Maksymiliana.”
 
13 września 1976 r. godz. 18.00 Kazanie ks. Kardynała Karola Wojtyły wygłoszone po śmierci ks. kan. Józefa Kurzeji podczas Mszy św. w Mistrzejowicach.
 
Drodzy parafianie mistrzjowiccy! W dniu, w którym odprowadziliście na miejsce wiecznego spoczynku Waszego duszpasterza, śp. Ks. Józefa Kurzeję, nie było mnie w Polsce i nie mogłem uczestniczyć w tym wielkim wydarzeniu, które tak głęboko przeżyła cała tutejsza społeczność parafialna.
Dzisiaj, dopiero co wróciwszy, uważam za swój obowiązek, a także za głęboką potrzebę serca, ażeby tu przybyć, i ażeby powiedzieć – już na kilka tygodni po jego śmierci i pogrzebie – to, co biskup powinien powiedzieć nad trumna zmarłego kapłana. Nie waham się powiedzieć – niezwykłego kapłana.
 To, że odszedł tak młodo, nie doczekawszy 40-go roku życia, to ma swoją wymowę już samo przez się. Ale wszyscy wiemy, dlaczego odszedł. Zdawać by się mógł o, że ten tak mocny mężczyzna potrafi na swoich barkach dźwigać jeszcze wiele lat i wiele przeciwności życia. A przecież pod ta zewnętrzną, tak mocną, tak odporną postacią, kryło się bardzo zniszczone i zużyte serce; bardzo wyczerpany system nerwowy; bardzo wyczerpany system krwioobiegu. Pod pozorem zewnętrznego zdrowia ten młody kapłan już kilka razy konał.. I już na wiosnę tego roku żyliśmy obawą, że przyszła jego ostatnia godzina. Jednakże Pan Bóg pozwolił mu jeszcze wrócić na tych kilka miesięcy, ażeby wypalił się do reszty w lecie, sierpniu tego roku.
 To odpowiedź, którą mogliby dać lekarze. Ja, jako biskup, jego i Wasz, wiedziałem o tym stanie jego organizmu, o tym wyczerpaniu i zagrożeniu, które niósł z sobą od wielu lat. Ale to nie jest ta prawda, której pragnę tutaj dać świadectwo. Prawda, której przybyłem tutaj dać świadectwo, należy do innego porządku. Dlaczego odszedł, dlaczego odszedł tak młodo? Powiedziałbym: bo chciał się spalić do końca dla sprawy, która wybrał, dla sprawy, której służył, dla sprawy, do której go powołał jego Mistrz, Jego Pan i Bóg, Jezus Chrystus. Dla tej sprawy chciał się poświęcić do końca.
Wszyscy to widzieli, że się poświęcał. Wszyscy Wy tutaj, mieszkańcy Mistrzejowic, patrzyliście na to od jesieni 1970 roku. Wszyscyście to wyczuwali i wszyscyście dlatego stanęli wokół niego. Ale trzeba było dla tego, byście wokół niego stanęli, ażeby on był taki, jaki był. To znaczy, ażeby się od początku poświęcił do końca. I w tym punkcie, Drodzy Bracia i Siostry, ja znam jego tajemnicę. Ja nawet mogę powtórzyć słowa, bo takich słów się nie zapomina nigdy. A były to słowa, które wypowiedział do mnie w lecie 1970 roku, przychodząc i prosząc o to, ażebym jako jego przełożony, jako biskup, pozwolił mu zacząć pracę w punkcie katechetycznym tutaj w Mistrzejowicach, gdzie wówczas nie było niczego, tylko – jak dobrze pamiętacie – ta przydrożna budka, od której się zaczęły dzieje Waszej wspólnoty, Waszej parafii. O to wówczas prosił.
 Wiedział, o co prosi. Wiedział, że idzie o sprawę, która będzie kosztować go wiele; i dodawał z humorem – bo wiecie dobrze, że był on człowiekiem bardzo dobrego humoru – dodawał z humorem: „Jeżeli dla tej sprawy pocierpię, jeżeli pójdę do więzienia, to mi to dobrze zrobi”.
 Moi Drodzy, można tak powiedzieć w poczuciu humoru. Można tak o sobie samym powiedzieć. Nieraz nawet tak o sobie mówimy. Ale wówczas, gdy te słowa oznaczają pewną rzeczywistość, to wówczas słowa takie nabierają wagi, innej wartości, innej ceny. Wtedy rozmawialiśmy swobodnie, ale ja zapamiętałem te słowa. Pierwszych lepszych dowcipów się nie pamięta, a ja zapamiętałem te słowa i nie zapomnę ich do końca życia. Bo te słowa wtedy wypowiedziane żartobliwie, niosły w sobie cenę jego ofiary: ofiary, którą już wtedy podjął. Wiedział, że idzie w nieznane, przeczuwał, że sprawa, której się podejmuje, będzie musiała go bardzo wiele kosztować. Ale szedł, bo taki otrzymał nakaz. Nie od biskupa; biskupa przyszedł prosić, żeby mu pozwolił to podjąć. Taki nakaz otrzymał od swojego wewnętrznego Mistrza, od Pana swojego serca, od Pana swojego sumienia, od Ukrzyżowanego Chrystusa, wiecznego Kapłana. I temu wewnętrznemu nakazowi on, kapłan Jezusa Chrystusa, dobry kapłan, nie mógł się oprzeć. Wiedział, że musi ten nakaz wewnętrzny, to powołanie pojąć. Musi za nim iść bez względu na to, co przyniesie przyszłość.
Wiemy dobrze z doświadczeń tych lat, że go to kosztowało bardzo wiele, od pierwszych tygodni i miesięcy, Nie będę tu tego przypominał, nie będę tu przeprowadzał żadnych rozrachunków. Ale jestem przekonany, po ludzku, że to już wówczas niezbyt mocne serce i niezbyt odporny system nerwowy przechodziły wtedy straszne katusze.
To nie było dla niego najważniejsze. I to nie jest dla nas najważniejsze w tej chwili. Najważniejsze wówczas i dzisiaj jest to, ze nigdy, w najcięższych doświadczeniach, nie opuszczała go pewność, że Chrystus tego od niego żąda. I nie opuszczała go nadzieja, że on temu jakoś podoła.
Czego Chrystus żądał od niego? Żądał, ażeby wszedł w to wielkie nowoczesne miasto, w którym mieszkają ludzie wierzący, chrześcijanie, ludzie, którym brak jest punktów katechetycznych, kościołów i kaplic:; którzy tego bardzo potrzebują i bardzo pragną. Żądał od niego Chrystus, ażeby podjął swoim życiem całe brzemię Ewangelii, tak jak ono zostało nałożone na Apostołów.
Chrystus mówił: „Brzemię moje jest słodkie, jarzmo moje jest lekkie”. I dlatego ksiądz Józef nieraz się uśmiechał i zawsze się uśmiechał, zawsze był pogodny. Ale przecież Wy dobrze wiecie, i ja wiem jako jego biskup, jakie dźwigał na sobie brzemię, jaki niósł na swoich barkach krzyż od tego 1970 roku, który był rokiem jego ostatecznego powołania, rokiem jego wielkiego posłuszeństwa i niezgłębionej nadziei.
Pamiętam, kiedy pierwszy raz przybyłem na pasterkę w 1971 roku do tej budki mistrzejowickiej przy głównej drodze; znajdował się tam już wizerunek Błogosławionego Maksymiliana Marii Kolbego, wizerunek Matki Bożej; wyraz tej wielkiej nadziei, którą się kierował, i tej wielkiej nadziei, którą się kierowaliście Wy wszyscy razem z nim.
Moi Drodzy Bracia i Siostry, kapłani i wszyscy parafianie mistrzjowiccy, nie będę przechodził wszystkich momentów i wszystkich szczegółów tej Waszej wspólnej historii. Wszyscy dobrze wiecie i ja tutaj przyszedłem dać świadectwo, że wasz zmarły duszpasterz za tę wielką sprawę, jaką było powstanie ośrodka duszpasterskiego i budowa kościoła w Mistrzejowicach, położył życie.
I Chrystus Pan Ukrzyżowany, Chrystus Kapłan Wieczny, przyjął jego ofiarę ostatecznie w miesiącu sierpniu tego roku, kiedy już budowa kościoła ruszyła z miejsca, po kilku latach przygotowań, po kilku latach oczekiwań, po kilku latach zabiegów o zezwolenie.
Dzisiaj jeszcze raz chcemy polecić jego duszę Panu Bogu. Pan Bóg sam najlepiej, lepiej niż ktokolwiek z nas, zna tajemnicę jego życia, tajemnice jego serca, jego sumienia, jego kapłaństwa. Pan Bóg, Ojciec Przedwieczny, sam wiedział, dlaczego to Zycie kapłańskie miało się wypalić tak rychło i w takim momencie.
My po ludzku czujemy, że on nie tylko odszedł, że on nie tylko został pogrzebany. My – po ludzku, powiedziałem – ale nade wszystko czujemy, że on, chociaż tam leży na Grabałowskim cmentarzu, został wmurowany, jak kamień węgielny, w budowę tego kościoła, w budowę tej wspólnoty, która jest żywym Kościołem w Mistrzejowicach; jak kamień węgielny. I to jest najwspanialsza rzecz, którą możemy o nim powiedzieć.
Przecież Wy wiecie dobrze, że kamieniem węgielnym wszelkiego budowania jest Chrystus, że kiedy poświęca się kamień węgielny podczas budowy kościoła – jak to ma niedługo nastąpić i tutaj – wówczas przypomina się te prawdę, że Chrystus jest kamieniem węgielnym tego kościoła i całej duchowej budowli Kościoła na ziemi.
Kapłan, który jak kamień węgielny położył siebie na zawsze w budowie tego kościoła mistrzejowickiego i tego, którego zarys już widzimy, i tego z żywych kamieni, żywego Kościoła – przez to uzyskał jakieś szczególne podobieństwo do Chrystusa, i z tym podobieństwem przeszedł do wieczności, a także przeszedł do pamięci wszystkich, którzy do tego kościoła będą kiedykolwiek należeli.
Trzeba zapisać to życie i te śmierć. Trzeba zapisać i zapamiętać, jaki początek miał kościół w Mistrzejowicach, jaki początek miał żywy Kościół i ten, który się teraz buduje kościół; jaki początek miał? Trzeba to zapisać. Zapisać w sercach, zapisać we wspomnieniach i zapisać w historii. A dla naszego zmarłego to podobieństwo do Chrystusa, Żywego Kamienia Kościoła, jest najpełniejszym wyrazem chwały, którą może mu oddać Lud Boży tego Kościoła, przez słowa biskupa.
Modlimy się za jego duszę. Czujemy potrzebę spotykania się z Chrystusem w tej modlitwie – spotykania się w tej modlitwie z naszym zmarłym, w Chrystusie. Modlimy się za niego, ale modląc się w ten sposób równocześnie czujemy także jakąś szczególna potrzebę dziękowania Bogu Żywemu; dziękowania Chrystusowi Panu za to, że nam dał tego kapłana; za świadectwo jego krótkiego, ale jakże wymownego życia – jakże wymownego dla naszych czasów; dla tych wielkich zmagań o Królestwo Boże na przełomie pierwszego i drugiego Tysiąclecia na ziemi polskiej.
Dziękujemy Chrystusowi panu za tego Kapłana, za jego świadectwo. Prosimy Chrystusa, ażebyśmy budowali się świadectwem życia i śmierci Józefa, kapłana. Żebyśmy budowali się jego świadectwem, żebyśmy go naśladowali, żebyśmy byli tacy jak on: zdecydowani na wszystko, gdy chodzi o Królestwo Boże, gdy chodzi o Kościół Jezusa Chrystusa, gdy chodzi o sprawę naszych przekonań, naszej wiary, naszej postawy – żebyśmy byli tacy jak on. Wszyscy się o to modlimy przy tym ołtarzu.
 I jeszcze się o jedno modlimy. Wiadomo, że śmierć zamyka bieg życia ludzkiego na tej ziemi i spycha człowieka z powierzchni ziemi; prochem jesteś i w proch się obrócisz – wiadomo. Jednakże Jezus Chrystus zwyciężył śmierć. Jezus Chrystus ukrzyżowany zostawił nam tajemnicę swojego zmartwychwstania, i ta tajemnicą ogarnia nas wszystkich: żyjących i zmarłych. Modlimy się o to, ażeby tajemnica zmartwychwstania Chrystusowego ogarnęła naszego umiłowanego brata Józefa, kapłana, Waszego duszpasterza, twórcę kościoła w Mistrzejowicach. Żeby tajemnica Chrystusowego zmartwychwstania ogarnęła go. O to się modlimy przy tym ołtarzu za pośrednictwem Maryi, Królowej Polski i Maksymiliana Marii, którym on tak bardzo zaufał. Amen.
 
9 listopada 1976 godz. 9.00 W Kalwarii Zebrzydowskiej w czasie pielgrzymki kapłanów Kardynał Karol Wojtyła mówił:
 
„Przybywamy do kalwarii, aby stworzyć wspólnotę przy Maryi, u Jej boku przeżyć nasze problemy, radości i niepokoje i u Jej stóp złożyć dziękczynienie, błaganie i przebłaganie. Powody do radości i dziękczynienia to liczne powołania kapłańskie, budzące się uczestnictwo młodzieży w życiu Kościoła, rozwijająca się teologia w Krakowie, inicjatywy kapłanów w tworzeniu nowych duszpasterstw, dla niektórych staje się to dziełem życia jak np. w przypadku śp. ks. Józefa Kurzeji.”
 

9 czerwca 1979 – sobota. Nowa Huta – Mogiła. Kazanie Ojca św. Jana Pawła II – fragment o mistrzejowicach.

 „… I dlatego też, obecny tu dzisiaj wśród was, składam dzięki Bożej Opatrzności, że mogłem wraz z wami, wraz z całym nowym ustrojem budować Nową Hutę na fundamencie Chrystusowego Krzyża. Że mogłem ją budować nie tylko w Bieńczycach, ale także w Mistrzejowcach. Pamiętam początki tego dzieła: najpierwsze początki i wszystkie kolejne etapy jego narastania. Razem z wami wracam modlitwą i sercem do trumny śp. księdza Józefa, który to dzieło zapoczątkował, wkładając w nie wszystkie siły, składając na jego ołtarzu całe swoje młode życie. Dziękuję parafianom Mistrzejowic, dziękuję wszystkim, którzy to dzieło kontynuują z taką miłością i wytrwałością.”

 zebrał xf

Wizyty: 2396561
Wizyty dzisiaj: 462
Osób on-line: 107
Strona działa od 1 X 2009 r.