Proces beatyfikacyjny

Proces beatyfikacyjny na stopniu diecezjalnym
ks. kanonika Józefa Kurzeji uroczyście został
otwarty 4 maja 2005 r. o godzinie 9.00
przez ks. Kardynała Franciszka Macharskiego, 
w kaplicy pałacu arcybiskupów krakowskich.
Od tego dnia kandydatowi na ołtarze
przysługuje tytuł Sługa Boży Ks. Józef Kurzeja.  
 
Podziękowanie za rozpoczęty proces złożyła pani Maria Sobota:
„Przyjdźcie, zobaczcie dzieła Pana, dzieła zdumiewające, których dokonuje na ziemi” (PS. 46)
Bogu niech będą dzięki za dar kapłaństwa i za dar heroicznego życia ks. Józefa Kurzei, dzięki któremu zaistniała nasza mistrzejowicka parafia.
Bogu niech będą dzięki i Tobie, Najdostojniejszy Księże Kardynale za wszelkie starania i trud, by mógł przyjść dzień rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego, by cytowane słowa Psalmisty o wielkich dziełach Bożych wypełniły się i stały się naszym udziałem.
Eminencjo, w imieniu wszystkich rodzin naszej parafii i nas tu obecnych, składam gorące podziękowanie wraz z wyrazami oddania, miłości i wdzięczności.
„Bóg zapłać”
 
Prośmy o rychłą beatyfikację Sługi Bożego ks. Józefa Kurzeji,
twórcy naszej parafii i pierwszego proboszcza w naszych osobistych modlitwach. Nawiedzajmy często miejsce spoczynku w krypcie naszego kościoła i prośmy o wstawiennictwo w naszych potrzebach.
Zachęcajmy wszystkich znających ks. Józefa Kurzeję do składania świadectw o heroiczności jego życia.
 
Jeżeli zostałeś obdarowany wyjątkową łaską,
prosimy o skontaktowanie się z parafią drogą elektroniczna, listownie lub osobiście abyśmy mogli uzyskać więcej informacji na ten temat dla potrzeb procesu beatyfikacyjnego.
 
Msza św. w intencji wyniesienia na ołtarze Sługi Bożego
w każdy trzeci czwartek miesiąca, o godz. 18.00 odprawiana jest w naszym kościele, w jego dolnej części,. Po zakończeniu Mszy św. w krypcie, przy grobie ks. Józefa, polecamy Jego wstawiennictwu u Boga, prośby wiernych i podziękowania za otrzymane łaski.
 
Mucharz wystawa poświęcona ks. Józefowi Kurzeji – relacja z pielgrzymki.
Dnia 9 I 2011 roku nasza parafia została zaproszona do Mucharza na otwarcie wystawy poświęconej pamięci Sługi Bożego ks. Józefa Kurzeji.
 
Ksiądz Józef Kurzeja był wikariuszem w Mucharzu w latach 1962 - 1964 i była to jego pierwsza parafia. Z Mistrzejowic wyruszyła 9-osobowa pielgrzymka z ks. Filipem Badurskim i panią Barbarą Frydel - współautorką książki pt.: „Ksiądz Kanonik Józef Kurzeja „Pragnieniem moim jest wybudować kościół w Mistrzejowicach” i członkiem komisji historycznej procesu beatyfikacyjnego naszego Sługi Bożego. Uczestniczyli również Janusz i Jarosław Frydel, Irena Królikiewicz, Tadeusz Pinas, Zofia Fudalej, Maria Zięba i Maria Kępa.
O godz. 10.30 uczestniczyliśmy we Mszy św. koncelebrowanej, której przewodniczył proboszcz parafii św. Wojciecha w Mucharzu, ks. Krzysztof Strzelichowski. Ksiądz Filip Badurski koncelebrował Eucharystię w intencji rychłej beatyfikacji Sługi Bożego ks. Kanonika Józefa Kurzeji.
O godz.11.30 w budynku szkolnym nastąpiło otwarcie wystawy. Słowo wstępne wygłosił ksiądz proboszcz Krzysztof Strzelichowski, a organizatorka wystawy pani Małgorzata Sidor - Prezes Stowarzyszenia Artystów fabs z Warszawy w kilku zdaniach nakreśliła ideę i cel wystawy. Postać księdza Józefa Kurzeji i jego drogę do świętości przedstawiła pani Barbara Frydel. W części artystycznej z kolędami i piosenkami góralskimi wystąpił zespół „Czerwone Korale” z Kamienicy, rodzinnej miejscowości ks. Józefa Kurzeji, który przybył specjalnie na otwarcie wystawy. Wystawa to przede wszystkim zdjęcia rodzinne, kroniki, książki i najcenniejsze rzeczy osobiste jak: lampka nocna, koszula, kawałek szlafroka, które są teraz dla nas „relikwiami”. Po zrobieniu pamiątkowych fotografii, zostaliśmy zaproszeni na „słodki poczęstunek”. Konsumując pyszne ciasta i tort urodzinowy Sługi Bożego, ponieważ działo się to w przeddzień 74. rocznicy urodzin ks. Józefa, popijając kawą lub herbatą, w miłej atmosferze wspominaliśmy drogę życia kapłańskiego naszego Sługi Bożego. Następnie po serdecznym pożegnaniu udaliśmy się w drogę powrotną do Krakowa z przystankiem w Kalwarii Zebrzydowskiej. Organizatorom wystawy dziękujemy za zaproszenie nas i poczęstunek. Księdzu Filipowi Badurskiemu za umożliwienie wyjazdu do Mucharza, sprawowanie Mszy św. Niech Pan Bóg wynagrodzi. Bóg zapłać!
Maria Kępa
 
Przemówienie wygłoszone dn. 09.01.2011 r. w Mucharzu w związku z otwarciem wystawy poświęconej życiu i działalności
Sługi Bożego ks. kan. Józefa Kurzeji
Urodził się 10 stycznia 1937 r. we wsi Zasadne. Dwa dni później  został ochrzczony w kościele parafialnym w Kamienicy. Potem matka, trzymając  długo w objęciach swoje ochrzczone dziecko, klęczała przed obrazem Matki  Bożej. Przeczuwała, że będzie księdzem. Mówiła to często, zanim jeszcze się narodził.
Rodzina Kurzejów była uboga. Utrzymywała się z pracy na roli. Ojciec, Kurzeja Stanisław, dodatkowo pracował jako geodeta. Bywało, że od biednych gospodarzy za swoje usługi nie brał pieniędzy. Mówił: „pomódl się, to wystarczy”. Kurzejowie pomagali też innym ludziom, żyjącym w większej biedzie. Kiedyś zaopiekowali się pięciorgiem dzieci, które straciły rodziców.
Dzieci Kurzejów otrzymały bardzo staranne wychowanie religijne i trójka z nich swoje dorosłe życie poświęciła Służbie Bogu.
Życie małego Józia nie było łatwe. Był najmłodszy. Starsze rodzeństwo miało swoje obowiązki i kłopoty, więc nikt go nie rozpieszczał. A dziecko było wyjątkowo wrażliwe. Kiedy spotkała go jakaś krzywda, nigdy się nie skarżył Jego rodzona s. Longina mówi, że szukał wtedy jakiegoś kącika, żeby  się wypłakać. I tak już zostało mu do końca życia, że radości dzielił z innymi, a smutki, cierpienia nawet najboleśniejsze znosił w samotności.
Najboleśniejszym ciosem w dzieciństwie była śmierć matki. Był bardzo do niej przywiązany. Zmarła, gdy miał 9– ty rok życia. Ojciec oddał go pod opiekę ciotki, która mieszkała w Kadczy, aby umożliwić mu kontynuowanie nauki. Józiu już wtedy marzył, aby zostać księdzem. U ciotki był traktowany jak służący, aż w końcu został oddany do innych gospodarzy do pracy właśnie w tym charakterze. Ojciec, gdy się zorientował, co się stało, natychmiast odebrał go stamtąd. Syn jednak bardzo chciał się uczyć, a w Zasadnem było to niemożliwe, bo nie było szkoły.
Z pomocą przyszła Józiowi rodzona siostra, Stefania, która już wtedy była siostrą zakonną w Zgromadzeniu Sióstr Służebniczek. Dzięki niej i innym życzliwym ludziom, których Bóg postawił na drodze jego życia, mógł kontynuować naukę, aby osiągnąć upragniony cel. Najszczęśliwszym dniem w jego życiu był dzień 17.06.1962 r., kiedy z rąk ks. bp. Karola Wojtyły otrzymał w Katedrze Krakowskiej na Wawelu święcenia kapłańskie.
Pierwszą placówką, do której się udał jako wikary, był Mucharz. Potem pracował w Grojcu k. Oświęcimia, Sierszy i Raciborowicach. Trafiał do parafii zaniedbanych, z proboszczami w podeszłym wieku. Opuszczał te parafie z odnowionymi kościołami i tętniącym życiem religijnym. Zawsze parafianie żegnali go ze łzami w oczach. Powiadomieni o decyzji o jego przeniesieniu do innej parafii, pisali protesty do Kurii, które nie odnosiły skutku, bo Biskup uważał, że w innej parafii jest w tym momencie bardziej potrzebny. Czasem odjeżdżał z parafii w nocy, aby uniknąć dramatycznych pożegnań. Kochali go wszyscy: dorośli, młodzież i dzieci. Z wszystkimi umiał rozmawiać, również z pijakami, łobuzami i nawet z niewierzącymi (były nawet nawrócenia). Kiedyś  jeden z niewierzących mieszkańców Mucharza powiedział: „Musi być dobry ten wasz Bóg, skoro ma takiego księdza”.
A u księdza dominowały trzy cechy: umiłowanie ponad wszystko Boga, głęboka wiara i zdolność tworzenia jedności. Każdy znajdował miejsce we wspólnocie, którą on stworzył i każdy czuł się w niej dobrze. Każdy też w trudnych sytuacjach życiowych mógł liczyć na jego pomoc. Pomagał, umiał to robić. W chwilach bardzo trudnych np. kiedy umierało jedyne dziecko, był tak długo ze zrozpaczonymi rodzicami, nie odchodząc od nich ani na chwilę, aż miał pewność, że już sobie z tym nieszczęściem jakoś poradzą.
Ostatnią jego parafią były Raciborowice. Bóg przez ludzi, których postawił na drodze Jego życia, przez polecenia Biskupa, przez obdarowanie go cechami ludzi świętych, a nawet i przez choroby przygotował do realizacji najtrudniejszego z wszystkich zadania – stworzenia parafii w Mistrzejowicach, wsi, która należała do parafii Raciborowice.
Miało bowiem w Mistrzejowicach powstać 40 tysięczne osiedle mieszkaniowe bez kościoła, bez Boga. Ówczesne władze uważały, że jeden kościół, noszący nazwę Arka Pana w Bieńczycach, którego powstanie wywalczono na ulicach Nowej Huty, socjalistycznemu miastu wystarczy. I to nawet gdyby tam miało zamieszkać pół miliona ludzi. Dlatego też nie było mowy, aby jakiekolwiek starania o budowę drugiego kościoła w Nowej Hucie zakończyły się sukcesem. Ks. Kurzeja wiedział o tym, ale nie przyjął tego do wiadomości.
Dlatego wymyślił sobie i dostał na to zgodę swojego Biskupa ks. Kardynała  Karola Wojtyły, że w Mistrzejowicach w szczerym polu postawi zbitą z desek budkę i tam na początek rozpocznie swoją działalność katechetyczną. Dokładnie 29 sierpnia zeszłego roku minęło 40 lat, jak ta budka stanęła. Zgodnie z planem księdza,  z przygotowanych wcześniej elementów drewnianych zmontowano ją w ciągu jednej nocy, aby władza tzw. ludowa jej nie zauważyła, bo przecież była postawiona nielegalnie. Dla zamaskowania, aby nie odróżniała się zbytnio od krzaków akacji, na których tle stała, została pomalowana na zielono.  Ludzie natychmiast nazwali ją „zieloną budką”, a księdza Józefa proboszczem z „zielonej budki”
Przy „zielonej budce” gromadziły się tysiące ludzi, wiernych Mistrzejowic. Były tu odprawiane Msze św. i udzielane wszystkie Sakramenty św. Często Ks. Kardynał Karol Wojtyła odwiedzał tę rodzącą się wspólnotę parafialną, aby błogosławić to dzieło i jej uczestników.
Oczywiście „zielona budka” została przez władze komunistyczne zauważona. Po niecałych dwóch miesiącach został wydany nakaz jej rozebrania, a po następnych dziesięciu dniach ksiądz został wezwany przez przewodniczącego Dzielnicowej Rady Narodowej i kier. Wydz. ds. Wyznań Urzędu m. Krakowa. Przyznał się do tego, że postawił  „zielona budkę”, ale powiedział, że jej nie wyburzy, bo jest ona potrzebna do zaspokojenia potrzeb religijnych dzieci z Mistrzejowic. Oświadczył, że decyzji władz budowlanych nie wykona, bo działał z powołania Boga i Jego musi słuchać, a jeżeli władza rozbierze budkę, to będzie uczył pod namiotem, a z krzewienia wiary nie zrezygnuje.
Od tego momentu zaczyna się okres przesłuchań, kolegiów, grzywien i rozpraw sądowych. Kierownik Wydziału d/s Wyznań sporządził notatkę, z której wynika, że „wobec ks. Kurzeji trzeba zastosować sprawną obsługę przy pomocy MO i Kolegium Orzekającego tak, aby 4 dni w tygodniu ks. Kurzeja miał zajęte. Wówczas nie będzie miał czasu na organizowanie uroczystości kościelnych.
Z ustawy o zgromadzeniach publicznych może otrzymać karę 4.500 zł i zamianę na areszt. Zaś z ustawy o zbiórkach publicznych może być nałożona kara do 1500 zł.”
Ksiądz w tym czasie spał na podłodze w „zielonej budce” niezależnie od pory roku, bo nie wolno mu było się zameldować w Mistrzejowicach. I nie miał tam spokoju. W nocy nieznani sprawcy tłukli mu się po ścianach, wybijali szyby w oknach, świecili reflektorami i straszyli, że spalą go razem z „budką”.  Gdy ktoś go przygarnął na noc, to ksiądz był wyrzucany nawet o 2,00 w nocy przy 20 stopniowym mrozie, a właściciel mieszkania musiał zapłacić grzywnę. Ksiądz coraz częściej chorował i coraz częściej trafiał do szpitala. Już w 1972 r. przy wyjściu ze szpitala lekarze wydali mu zalecenie: „Chory trwale niezdolny do pracy. Konieczny oszczędzający tryb życia. Spokój w godzinach snu, ograniczenie wysiłków fizycznych; chodzenia po schodach”. Lekarze zabronili mu również dłuższych spacerów. Podlegał stałej kontroli lekarskiej.
A ksiądz chciał budować kościół w Mistrzejowicach i zupełnie się nie oszczędzał. Chorował coraz częściej, ale gdy tylko stanął na nogi, natychmiast wracał do swoich obowiązków. Raz tylko poprosił o przesunięcie rozprawy sądowej, bo właśnie przeszedł zawał serca.
Wierni go nie opuścili nigdy. Modlili się razem z nim w szczerym polu, a on cieszył się z tej jedności. Mówił, że ta jedność jest wykołysana przez wiatr, wysmagana przez deszcz, wystana na błocie, zahartowana przez mróz. A zdarzyło się, że w czasie Podniesienia zamarzało wino w kielichu, bo było 20 stopni mrozu.
Wspierany przez Ks. Kardynała uzyskał pozwolenie na budowę najpierw punktu katechetycznego z kaplicą, a potem kościoła. W tych trudnych komunistycznych czasach musiał zdobyć wszystkie materiały budowlane i pieniądze. Jeździł po różnych parafiach, również tych, w których poprzednio pracował i uzyskał wsparcie.
Nie było jednego tygodnia, żeby nie był na męczącym przesłuchaniu przez Milicję. Udało mu się wybudować dom katechetyczny i rozpocząć budowę kościoła. Nie zdążył poświęcić kamienienia węgielnego. Zmarł 15 sierpnia 1976 r., w Święto Matki Bożej, tej Pani, której w drugim dniu swojego życia został ofiarowany przez matkę.
Pogrzeb był manifestacją. Za trumną szedł wielotysięczny tłum ludzi, już nie tłum, ale rzesza wiernych w skupieniu i ze łzami w oczach,  odprowadzająca swojego pasterza. Wydawało się, że w dniu pogrzebu nikt nie został w domu. Szli ludzie starzy, chorzy, matki z dziećmi na rekach. Ktoś pchał inwalidzki wózek. Szła młodzież, studenci.
„Zielona budka” mimo strasznych prześladowań ks. Kurzeji (przesłuchania, rozprawy sądowe, grzywny) przetrwała do dn. 1.12.1973 r., kiedy w uroczystej procesji przeniesiono z niej Najświętszy Sakrament do nowej kaplicy przy budującym się kościele pw. Bł. Maksymiliana Marii Kolbego. Władze nakazały, aby od tego momentu, w ciągu 7 dni tj. do dnia 7.12.73 r. „zielona budka” była rozebrana, a fundamenty z ziemi powyrywane, aby ślad po niej nie został.
Ślad jednak został.
Dokładnie w miejscu, w którym stała „zielona budka”, została wybudowana Kapliczka Matki Bożej Łaskawej. Dnia 01.12.1991r. została poświęcona W tym dniu wrócił do tego historycznego miejsca Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie podczas odprawionej tu uroczystej Mszy św. i co roku wraca tu zawsze dnia14 sierpnia. Jest to dzień Patrona naszej parafii, św. Maksymiliana Marii Kolbego. Jemu swoje dzieło w tym miejscu w 1970 r. powierzył  założyciel naszej wspólnoty parafialnej i budowniczy kościoła, ks. Józef Kurzeja, pozostający w żywej pamięci tych, którzy mieli szczęście poznać go w swoim życiu.
Barbara Frydel

 

Wizyty: 2396567
Wizyty dzisiaj: 468
Osób on-line: 113
Strona działa od 1 X 2009 r.